Nie wiem jak to się stało ale zapomniałam się pochwalić na blogu pierwszą i do tej pory jedyną wzmianką o mnie w gazecie (właściwie magazynie). Ale od początku. Przypomnę w paru słowach swoją historię związaną z szyciem Tild. Wszystko zaczęło się lutego tego roku, po lekturze Wysokich Obcasów, w których była historia o dziewczynach szyjących Tildy. Pierwszy raz mnie coś tak zaciekawiło w WO, że musiałam to sprawdzić w internecie. Dwa dni grzebania, szukania na różnych stronach i udało mi się znaleźć parę ciekawych wykrojów. Zaczęłam szyć w ręku z niezwykłym zacięciem. Wykrawałam, szyłam, wypychałam i tak na zmianę. Niektórym znajomym tylko nieśmiało wspominałam, że szyję sobie takie tam pierdółki, aż w końcu mój chłopak stwierdził, że powinnam to pokazać szerszej publiczności i wrzucić na fejsa. Pomyślałam, "czemu nie" i zaczęłam mieć "parcie na szkło" ;) Byłam aktywna na francuskim fanpejdżu Tildy, dzięki temu zauważyła mnie brytyjska redaktorka Sarah Moolla i zaproponowała wzmiankę o moim hobby w brytyjskim magazynie poświęconym Tildom i ich fanom. Jakże mogłam odmówić? :) Artykuł ukazał się w czerwcu po 3 miesiącach, co sprawiło mi nieskrywaną przyjemność. :) Teraz Tildowa Menażeria ma własnego fanpejdża oraz - co niezwykle cieszy Renifera Remigiusza - fanów nam przybywa. Remigiusz puka się właśnie w czoło i przypomina, że to miało być tylko "parę słów" a wyszła rozprawka. Tak więc kończę z gorącym pozdrowieniem i podziękowaniem za "lubienie" mojej Tildowej Menażerii. Ciao bambini ;)
![]() |
wnukom powiem, że babcia raz w życiu miała okazje reprezentować Polskę ;) |